Winnetou - Tom I

Autor: Karol May

się tego po greenhornie.
– Pshaw! Greenhorny mają także swoje dobre strony!
– Słusznie. Gdyby nie wy, leżałbym teraz tak samo skłuty i poszarpany jak mój koń.
Chodźmy do niego!
Nieszczęśliwe zwierzę było już martwe. Sam zdjął zeń cugle i siodło i rzekł:
– Teraz muszę udawać własnego konia i wziąć siodło na plecy. To jest korzyść z najechania
na byka.
– Tak. A skąd weźmiecie innego konia? – spytałem.
–O to się najmniej troszczę. Schwytam go sobie, jeśli się nie mylę.
– Mustanga?
– Tak. Bawoły już są. Zaczęły wędrówkę na południe, wkrótce więc pokażą się także i mustangi.
– Czy będę mógł wam towarzyszyć?
– Oczywiście. I to musicie poznać. Lecz teraz chodźcie obejrzeć starego stadnika. Takie
matuzalemy17 miewają nadzwyczaj twarde życie.
Poszliśmy. Zwierzę leżało martwe i teraz dopiero można było należycie ocenić olbrzymie
kształty jego cielska. Sam spozierał to na mnie, to na bawoła, robił nieokreślone miny i potrząsał
głową.
– To niepojęte, wręcz niepojęte! –


Strony: