Winnetou - Tom I

Autor: Karol May

grasował
wśród tych niezliczonych trzód jak dzikie, drapieżne zwierzę, mordujące nawet wówczas, gdy
już jest syte, dla samego rozlewu krwi. Niedługo zniknie tutaj ostatni bawół, a wkrótce po
nim Indianin. Niech Bóg się zlituje nad nimi! Tak samo jest z trzodami mustangów. Dawniej
żyły gromady złożone z tysiąca lub więcej koni, teraz człowiek wpada w zachwyt, gdy ich
setkę na raz zobaczy.
Tymczasem zbliżyliśmy się niepostrzeżenie do bawołów na jakieś czterysta kroków. Hawkens
zatrzymał konia. Zwierzęta, pasąc się, zwolna posuwały się w górę doliny. Na samym
przedzie szedł stary byk, którego olbrzymie cielsko wprawiło mnie w zdumienie. Był pewnie
30
ze dwa metry wysoki, a ze trzy długi. Nie umiałem wówczas jeszcze ocenić wagi bizona, ale
ten mógł ważyć ze trzydzieści cetnarów: olbrzymia masa mięsa i kości. Natrafiwszy na błotnistą
kałużę, zaczął się w niej tarzać z widocznym zadowoleniem.
– To przewodnik – szepnął Sam – najniebezpieczniejszy z całej gromady. Kto się z nim
spotka, powinien mieć przy sobie


Strony: