Winnetou - Tom I

Autor: Karol May

miazgę! Bizon
to nie kanarek, którego się bierze na palec i każe śpiewać. Nieraz jeszcze zaświeci słońce i
niejedna burza przejdzie ponad Górami Skalistymi, zanim będziecie mogli porwać się na tak
niebezpieczną zwierzynę.
– Mimo to spróbuję...
– Milczcie i słuchajcie!– przerwał mi tonem, jakiego nigdy wobec mnie nie używał. – Ja
waszego życia na swe sumienie nie wezmę. Wjechalibyście z pewnością w paszczę niechybnej
śmierci. Kiedy indziej róbcie sobie, co się wam podoba, ale teraz nie zniosę oporu!
Gdyby nie dobre stosunki panujące między nami, Sam dostałby na to należytą odpowiedź;
umilkłem jednak i pojechałem za nim zwolna pasem cienia, rzucanym przez las.
– Jest ich, jak widzę, ze dwadzieścia – mówił już łagodniej – ale wyobraźcie sobie, że pędzi
ich przez sawanny ponad tysiąc! Widywałem dawniej trzody liczące po dziesięć tysięcy i
więcej sztuk. Był to chleb Indian, a biali im go odebrali. Czerwonoskóry oszczędzał zwierzynę,
gdyż dawała mu pożywienie, zabijał tylko w miarę potrzeby, biały natomiast


Strony: