Winnetou - Tom I

Autor: Karol May

się, że wszystko w porządku,
i wyszliście z honorem.
– Blaga? Mr. Henry, jeśli uważacie mnie za zdolnego do blagi, to już więcej nigdy was nie
odwiedzę!
– Nie bądźcie śmieszni! Nie odbierzecie chyba staremu przyjemności oglądania was.
Wspominałem już wam dlaczego: z powodu podobieństwa do mego syna! Byliście jeszcze
kiedy u handlarza koni?
– Codziennie rano.
–I jeździliście na dereszu?
– Tak.
– Będzie co z tego konia?
– Tak sądzę, ale wątpię, czy ktoś, kto go kupi, da sobie z nim radę. Przyzwyczaił się do
mnie i zrzuci każdego innego.
– Cieszy mnie to, bardzo mnie to cieszy; koń chce widocznie nosić na swym grzbiecie tylko
greenhornów. Chodźcie no przez tę boczną uliczkę. Znam tu doskonałą restaurację, gdzie
się bardzo dobrze jada, a jeszcze lepiej pije. Musimy uczcić egzamin, który zdaliście dziś na
celująco.
Nie mogłem pojąć Henry'ego; zdawało się, że się odmienił. Ten powściągliwy odludek
chciał jeść w restauracji! Twarz jego przybrała inny wyraz niż zwykle, głos brzmiał


Strony: