Winnetou - Tom I

Autor: Karol May

on opuścił prędko trzymaną w ręku lufę, spojrzał znów na mnie i rzekł:
– Tak, trafiliście, naturalnie, ale w co?
– W cel, to się samo przez się rozumie.
– Co? Tego we mnie nie wmawiajcie!
– Nie wmawiam, lecz stwierdzam zgodnie z prawdą.
––Niech was diabeł porwie, sir! Was nie można zrozumieć. Jestem pewien, że chybiliście,
choćbyście strzelali w mur na dwadzieścia łokci wysoki i pięćdziesiąt długi, a robicie przy
tym twierdzeniu minę tak poważną i pewną siebie, że żółć człowieka zalewa. Ja nie jestem
chłopakiem, któremu udzielacie lekcji, rozumiecie! Taki greenhorn i mól książkowy, jak wy,
chce umieć strzelać! Grzebał nawet w tureckich, arabskich i innych głupich szpargałach i
znalazł przy tym czas na strzelanie! Zdejmijcie tę starą flintę z gwoździa i złóżcie się jak do
strzału. To rusznica na niedźwiedzie, najlepsza ze wszystkich, jakie miałem w rękach! Poszedłem
za jego wezwaniem.
12
– Halo! – zawołał zrywając się. – A to co? Obchodzicie się z tą strzelbą jak z laseczką, a to
najcięższa


Strony: