Walka o Meksyk

Autor: Karol May

kruk! — powtórzył Mejia głęboko urażony. — O nie, najjaśniejszy panie, nie! Ostrzegałem, gdy tylko stanął pan na tej ziemi. Niestety, na nic się nie przydały przestrogi. Teraz zginę razem z moim cesarzem…
Znowu nastąpiła cisza. Cesarz patrzył w zamyśleniu na ogród. Po chwili odwrócił się wolno.
— Powiem szczerze, generale, że prawie żałuję, iż nie podzielałem niektórych pańskich poglądów.
Mejia ujął dłonie cesarza i ucałował.
— Dzięki, stokrotne dzięki za te słowa, najjaśniejszy panie! Są nagrodą za wszystkie przeżywane w skrytości cierpienia.
— Wiem, że jesteś mi wierny. Naprawdę przypuszczasz, że będziemy musieli się wycofać?
— Wycofać? Dokąd?
— Hm, nie wiem.
— Za późno. Odwrót był możliwy wtedy, gdy Basaine czekał na waszą cesarską mość na pokładzie statku. O odwrocie można było mówić przed utratą Puebli, gdy droga do Veracruz stała jeszcze otworem… Teraz prawda jest taka: Meksyk i Veracruz zostaną zdobyte, a my poniesiemy klęskę.
— Będziemy walczyć.
— I… zginiemy!
— Nie chcę słyszeć o tym! Nie


Strony: