Walka o Meksyk

Autor: Karol May

/> — Przede wszystkim nie dowierzam tym „walecznym” żołnierzom, poza tym Porfirio Diaz już odciął nam drogę. Gdybyśmy chcieli podjąć z nim walkę, Escobedo przybędzie natychmiast z odsieczą i zaatakuje flanki.
— Więc najpierw pokonamy Diaza, a potem Escobeda.
— Niechaj wasza cesarska mość nie zapomina, że po oddaniu Queretaro i stolicy znajdziemy się w szczerym polu bez żadnej osłony.
Maksymilian nie był ani strategiem, ani nawet zwykłym żołnierzem. Opierał się przeważnie na przypuszczeniach, dobrych chęciach i mrzonkach. Teraz zaczynał naprawdę tracić nadzieję.
— Uważasz więc, generale, że wszystko stracone? — zapytał z wyraźną trwogą w głosie.
— Wszystko — potwierdził Mejia poważnie.
Cesarz nerwowo potarł brodę i spojrzał z wyrzutem na generała.
— Nie jest pan wcale dyplomatą!
— Nie byłem nim nigdy, najjaśniejszy panie. Jestem żołnierzem i wiernym poddanym mego cesarza.
Maksymilian podał mu rękę i powiedział łagodnie:
— Wiem o tym. Byłeś mi zawsze jak ten czarny kruk, ale kierowały tobą najlepsze intencje.
— Czarny


Strony: