Walka o Meksyk

Autor: Karol May

Nie widzę sposobu, w jaki można by ją odebrać.
— Ale przecież Marquez rozporządza w stolicy dostatecznymi siłami wojska.
— Potrzebuje ich jednak. Diaz mu zagraża.
— Uważa pan Diaza za równie dobrego generała jak Escobeda?
— Jeszcze przewyższa Escobeda.
— Marquez potrafi mu się oprzeć.
— Niech wasza cesarska mość wybaczy, ale mam inne zdanie. Marquez jest znienawidzony. Rządzi stolicą stosując gwałt i terror. Nie umie szybko podjąć decyzji, a przy tym nie można liczyć na jego wierność. Przez niego straciliśmy Pueblę.
— Mój Boże! Jak mnie pan dobija tymi informacjami!
— Niestety, najjaśniejszy panie, jesteśmy otoczeni.
— Nie będziemy więc mogli dostać się na wybrzeże?
— Teraz już nie.
— Nawet zjednoczywszy wszystkie siły? Rozporządzam około trzydziestoma tysiącami walecznych żołnierzy. Gdy się zdecyduję opuścić stolicę i Queretaro, żołnierze przeprowadzą mnie bezpiecznie do Veracruz. Czy i w to pan wątpi?
— Niestety, tak.
— Dlaczego? Na miłość boską, dlaczego?! — Maksymilian nie ukrywał zniecierpliwienia.

Strony: