Walka o Meksyk

Autor: Karol May

Słyszałem nieraz o straszliwym jej działaniu.
— Mój Boże, co za okropność! — zawołała Maria Hermoyes. — Ktoś z nas miał być otruty!
— Ktoś? — traper pokręcił głową. — Myli się seniorita! Jeśli się wlewa truciznę do kotła, z którego wszyscy czerpią wodę, szykuje się śmierć wszystkim.
Zrobiło się cicho i smutno. Milczenie przerwał Arbellez. Mówił z trudem:
— Bogu niech będą dzięki, że pan jest z nami. Gdyby nie pana doświadczenie i niezwykła przenikliwość, nie doczekalibyśmy jutrzejszego dnia. To straszne! Ale komu mogło zależeć na zabiciu nas wszystkich?
Gerard wzruszył ramionami.
— I senior pyta jeszcze? Przecież to jasne, że chodziło o ród Rodrigandów!
— Na Boga! Ale nikt z nas do niego nie należy!
— I pan jednak, i pana domownicy wiedzą bardzo wiele, ba, wszystko o tej historii. Sternau, obydwaj Ungerowie i inni, którzy także znają tajemnicę rodu, zniknęli. Pozostali tylko mieszkańcy hacjendy. Musieli więc zginąć.
— Już rozumiem. Ale komu na tym zależy?
— Ja myślę, że przede wszystkim Cortejowi — powiedziała bez


Strony: