Walka o Meksyk

Autor: Karol May

zaanonsowania.
Wyszli z pokoju. Najpierw znaleźli się na pierwszym korytarzu, następnie przeszli drugi, równie długi jak poprzedni. Orbanez zatrzymał się przed jakimiś drzwiami i zapukawszy, wszedł do środka. Za biurkiem siedział generał Miramon, człowiek o dwóch obliczach, żądny władzy i sławy, którego z czystym sumieniem można było nazwać zdrajcą i szubrawcem.
Popatrzył przenikliwie na oficera.
— O co chodzi?
— Przyprowadziłem doktora Hilaria z Santa Jaga.
— Ach, to ten, któremu posłaliśmy dwustu ludzi? — przypomniał sobie Miramon. — Czy był świadkiem ich zwycięstwa?
— Nie. Wyjechał stamtąd wcześniej do stolicy, a później do Queretaro.
— Szkoda. W takim razie nie na wiele nam się przyda.
— Ależ przeciwnie! Gotów przysiąc, wcale zresztą nie zmuszany do tego, że jako mieszkaniec klasztoru widział wszystko na własne oczy.
— Zamach się udał oczywiście, co? Doskonale! Spisał się senior na medal. Gdy zostanę prezydentem, nie minie pana nagroda.
Na chwilę zamyślił się i twarz mu się zasępiła.
— Czy nie sądzi pan, majorze —


Strony: