Walka o Meksyk

Autor: Karol May

mnie wymagacie. Maksymilian wydał na siebie wyrok własnym dekretem. Chciałem okazać mu litość, ale zaprzepaścił to. Nie mogę go uznać za cesarza Meksyku, tak samo jak on nie uznaje mnie za prezydenta. Nie mam ochoty wdawania się z nim w dyplomatyczne przetargi, tak samo jak on nie życzy sobie kontaktów ze mną. Jestem jednak nie tylko prezydentem, ale i człowiekiem. Jako człowiek dałem mu szansę, niestety, nie skorzystał z niej.
— Co za zaślepienie! — wtrącił Sternau.
— Wysłałem do niego senioritę Emilię. Starała się go przekonać, że ci, którzy go otaczają, to zdrajcy albo awanturnicy. Nie wyciągnął jednak z tego wniosków.
— W takim razie sarn ponosi winę.
— Przekazała mu również — ciągnął dalej — że droga do morza pozostanie do ostatniej chwili otwarta, może więc w każdej chwili wyjechać. Na tę propozycję odpowiedział śmiechem. Uprzedziła też, że jeśli wpadnie w ręce moich ludzi, nie będę go mógł uratować. I na to odpowiedział śmiechem.
— Nie ma więc dla niego ratunku? — zapytał Kurt. Juarez spojrzał nań badawczo.
— Może by się i znalazł… Może…


Strony: