Walka o Meksyk

Autor: Karol May

na powitanie obie ręce.
— Co widzę? Generał Porfirio Diaz w Zacatecas! — wykrzyknął prezydent, serdecznie obejmując gościa. — Sądziłem, że jest pan dość daleko ode mnie. Czy stało się coś złego?
— O, nie, przeciwnie! Przynoszę bardzo dobrą nowinę.
— Mów, generale!
Diaz spojrzał na Kurta i Sternaua.
— To senior Sternau i senior Unger. Przy nich może pan mówić otwarcie — wyjaśnił Juarez.
— Poinformowano mnie — zaczął generał — że moje dwa ostatnie raporty nie dotarły do pana. Przechwycili je wrogowie. I dlatego tu przyjechałem. Wie pan zapewne, że Francuzi opuścili kraj?
— Wiem.
— Czy wie pan również, że Maksymilian znajduje się w Queretaro?
— Tak.
— Panuje jeszcze tylko nad trzema miastami: stolicą, Queretaro i Veracruz. Komendantem Meksyku jest krwawy generał Marquez — łotr nad łotrami.
— Bóg da, że niedługo będzie sprawować swój urząd!
— Mam nadzieję. Czekałem na pańskie rozkazy. Ponieważ nie nadchodziły, zacząłem działać na własną rękę. Uznałem, że należy przerwać połączenie między tymi


Strony: