Walka o Meksyk

Autor: Karol May

uznają w swych ustawach prawo odwetu. Nie mówią już wprawdzie: „oko za oko, ząb za ząb”, ale za morderstwo choćby jednego człowieka karzą śmiercią, za inne zbrodnie więzieniem lub grzywnami. Czy policzył pan te krople krwi, które popłynęły podczas ostatniej okupacji Meksyku?
Kurt zaprzeczył ruchem głowy.
— Nikt ich zliczyć nie potrafi, bo to nie krople, ale całe morze! Czy postąpię niesłusznie, skazując na śmierć sprawców tej rzezi?
— Powtarzam: człowiek, o którym pan mówi, jest człowiekiem znanej rodziny cesarskiej.
— Nic mnie to nie obchodzi! Im wyższe stanowisko tym surowsza winna być kara. Co powiedziałaby Austria, gdybym nagle napadł na nią na czele wojska i chciał dowieść, że jestem lepszym władcą niż…
Nie dokończył, bo nagle drzwi się otworzyły i wszedł, a raczej wpadł do pokoju jakiś człowiek w mundurze oficerskim. Wyglądał na Meksykanina, wzrost miał średni, podobną tuszę, cerę oliwkową, ostre rysy twarzy. Ciemne, błyszczące oczy i szybki krok, którym podszedł do Juareza, wskazywały na ognisty temperament.
— Senior Juarez! — zawołał, wyciągając


Strony: