Walka o Meksyk

Autor: Karol May

obezwładniliśmy.
— Hura! Świetnie! Słyszycie?! A co robią nasi?
— Jedni siedzą i obżerają się, inni opróżniają w piwnicach butelki z winem.
— Wstręciuchy! A jakie są dla nas rozkazy?
— Macie zostać przy koniach.
— Kto tak powiedział? Pułkownik?
— Nie. Waszego dowódcę podejmuje doktor Hilario i obaj piją na umór. To powiedział ktoś inny, niższy szarżą.
— Nie interesują nas zdania innych. Jeżeli jedni jedzą i piją, dlaczego nie mamy im towarzyszyć? Czy na dziedzińcu klasztornym znajdzie się miejsce dla naszych koni?
— Nie tylko dla waszych.
— Jedziemy więc, a ty prowadź!
— Dobrze. Ale z góry uprzedzam: nie miejcie do mnie pretensji, jeśli was na górze nie przyjmą, jak się spodziewacie.
— Nie gadaj, rób, co ci każemy!
Kurt dosiadł konia i pojechał przodem. Gdy przybyli pod bramę klasztoru, krzyknął hasło, wcześniej umówione ze Sternauem. Natychmiast ją otworzono i zaraz potem zamknięto. Wjechali na dziedziniec. Było tu pusto i cicho. Zastanowiło to widać żołnierzy, bo jeden z nich zapytał:
— Gdzie są nasi


Strony: