Walka o Meksyk

Autor: Karol May

najszybciej zaryglować oboje drzwi. Nie wiem, jak długo trwa omdlenie.
Uporali się z tym bardzo szybko. Potem Sternau na wszelki wypadek zatarasował kamieniami tajemne przejście do klasztoru.
— Uff! Poszło nam jak z płatka — cieszył się mały Andre. — Długo nas popamiętają.
— To jeszcze nie koniec — ostudził jego radość Sternau. — Gdzie są konie?
— Tam, gdzie ustaliliśmy. Na dole, niedaleko szosy — przypomniał Kurt. — Zejdę do wartowników i powiem im, że dostaliśmy się szczęśliwie do klasztoru i pokonaliśmy republikanów.
— Myślisz, że ruszą za tobą wraz z końmi i sami oddadzą się w nasze ręce? Oby byli tak naiwni! Tylko na to możemy liczyć. Idź więc!
Kurt był w dobrym humorze, toteż pogwizdywał przez całą drogę. Bez trudu odszukał miejsce postoju koni.
— No, jestem wreszcie — rzekł wesołym tonem.
— Zgłupiałeś? Dlaczego gwiżdżesz tak głośno!? — oburzył się jeden z żołnierzy.
— Dlaczego nie mam gwizdać? I tak republikanie nie usłyszą tego. Siedzą wszyscy w lochach. Zaskoczyliśmy ich i ani się obejrzeli, jak ich


Strony: