Walka o Meksyk

Autor: Karol May

usprawiedliwiał się Kurt. — To przeciąg. Zaraz zapalę.
Przykucnął, jak gdyby w tej pozycji łatwiej mu było to zrobić i potarł zapałkę o ścianę. W jej blasku zobaczył proszek rozsypany przez Sternaua.
— Manfredo! — rozległ się głos doktora.
— Słucham! — odpowiedział Kurt i obaj jednocześnie rzucili płonące zapałki na ziemię.
Na obydwóch końcach korytarza zamigotały niebiesko–żółte płomyki. Kurt kilkoma susami pokonał odległość dzielącą go od drzwi, których wcześniej — zgodnie z umową — nie domknął Sternau, i zatrzasnął je za sobą. Doktor zrobił to samo ze swoimi, które właśnie minął. Rozległy się przerażone głosy i przekleństwa żołnierzy. Potem przeraźliwe jęki. Po pewnym czasie wszystko ucichło.
Kurt pobiegł na górę do towarzyszy. Zeszli z nim z wyjątkiem chorego don Fernanda. Powietrze na tyle się oczyściło, że można było wejść do zagazowanego korytarza.
— Kurt? — upewnił się Sternau, ujrzawszy światło.
— To ja.
— Wszystko w porządku?
— Tak. A u ciebie?
— Również. Trzeba ich natychmiast rozbroić i jak


Strony: