Walka o Meksyk

Autor: Karol May

konie w bezpiecznym miejscu.
Nie przeczuwając nic złego, pułkownik przystał na plan Kurta. Gdy oddział wszedł do kamieniołomów, usłyszeli czyjś głos:
— Stać!
— To swój — uspokoił Kurt.
— Hasło?
— „Miramar”.
— W porządku.
— Kto to? — spytał szeptem dowódca.
— Kolega. W pojedynkę nie dałbym rady was poprowadzić.
— Gdzie jest to wejście?
— O, tu — wskazał Sternau i pierwszy zszedł do podziemi. Zapalił dwie latarki; jedną sam trzymał, a drugą podał Kurtowi.
— Kto pójdzie przodem? — zainteresował się pułkownik.
— Ja — odparł Kurt.
— A tamten z tyłu?
— Tak.
— Będzie trochę za mało światła. Szkoda, że nie ma więcej latarek. No, ale trudno. Ja idę tuż za panem. Żołnierze, naprzód!
Zaczęli wolno posuwać się z jednego korytarza do drugiego, aż dotarli do tego, w którym Sternau rozsypał proszek. W pewnej chwili Kurt zakrył dłonią otwór latarki; światło latarki zgasło momentalnie.
— Do diabła! Co pan wyrabia? — wrzasnął oficer.
— Nie moja wina —


Strony: