Walka o Meksyk

Autor: Karol May

głosie, czy dzisiejszej nocy nie spodziewamy się jeszcze jakiejś wizyty.
— Aha! Domyślają się czegoś. Ale kpinami nic nie wskórają. Przetrzepiemy tym łotrom skórę!
— Oby się powiodło, senior. Ale jak sforsujecie mury i bramy klasztoru?
— Bramę można wysadzić.
— I dać się wystrzelać jak kaczki?
— Phi! Jest tam przecież tylko pięćdziesięciu żołnierzy.
— Garstka za murami może być groźniejsza niż cała armia na otwartym polu.
— To prawda, do licha! Otrzymałem rozkaz zdobycia klasztoru za wszelką cenę.
— A ja wprowadzenia was do niego, również za wszelką cenę. Przemądrzali republikanie zapomnieli, że stare klasztory mają zwykłe podziemne przejścia: dostaniecie się więc do środka nie zauważeni przez nikogo. Ludzie Juareza rozłożyli się na dziedzińcu i w ogrodzie.
Dowódca uśmiechnął się z zadowoleniem.
— Sprawimy im niespodziankę. Wyobrażam sobie ich przerażenie, gdy zobaczą nas w klasztorze. Niech więc pan prowadzi! Ale co zrobimy z końmi?
— Zostawcie przy nich kilku ludzi. Gdy będziecie już w klasztorze, wrócę i ukryję


Strony: