Walka o Meksyk

Autor: Karol May

podnóża góry, zaczął nasłuchiwać. Nagle ktoś krzyknął mu nad uchem tak głośno, że niemal podskoczył:
— Halo! Kto tam?
— Przyjaciel! — odrzekł.
— Hasło?
— „Miramar”
— W porządku. Czekamy na ciebie. Chodź ze mną.
Ujął porucznika pod ramię i poprowadził. Przeszli spory szmat drogi. Mimo ciemności Kurt zaczął rozpoznawać sylwetki ludzi i koni. W pewnym momencie zatrzymali się. Ktoś podszedł do nich i zapytał:
— Macie go?
— Tak, jest tutaj, pułkowniku.
Ten, którego tak tytułowano, zwrócił się do Kurta:
— Kim jesteś?
— Nazywam się Manfredo, jestem bratankiem doktora Hilaria.
— To mi wystarczy. Czy brama klasztoru otwarta?
— Nie. Zmyto by mi głowę, gdybym otworzył.
— Zmyto by? Kto miałby to zrobić?
— Komendant.
— Jaki komendant? Nic mi o tym nie wiadomo!
— Tak też myślałem. Te łotry zagnieździły się na górze dopiero o północy.
— Jakie łotry?
— No, ludzie Juareza. Jest ich pięćdziesięciu. Zdaje się, że zwąchali pismo nosem, bo dowódca pytał z ironią w


Strony: