Walka o Meksyk

Autor: Karol May

— Kto przyrządził to paskudztwo, którym nas obezwładnił twój stryj?
— Właśnie on.
— Czy ten proszek reaguje na wilgoć?
— Nie. Przechowujemy go w piwnicy, a tam jest wilgoć.
— Jak się pali?
— Bardzo łatwo.
— Dużo go macie?
— Małą beczułkę.
— Pokażesz nam ją.
Wracali tą samą drogą. Obserwowali uważnie korytarze, już pod kątem zamierzonego planu. Sternau rzekł do Kurta:
— Długość jest odpowiednia.
— Tak. Zmieszczą się tu wszyscy. Musisz jakoś dać mi znać, że wszedłeś do korytarza i podpalasz proszek, abym zrobił to jednocześnie z tobą.
— Po prostu zawołam głośno „Manfredo”, że niby mam ci coś do powiedzenia. Dla żołnierzy będziesz przecież bratankiem Hilaria.
— Ale, ale wuju Karolu, nie pomyśleliśmy o koniach — zafrasował się Kurt. — Oni przecież na pewno będą mieli konie.
— Poradzisz im, aby zostawili je pod opieką kilku kolegów. Na pewno na to przystaną.
Doszli do małej, niskiej piwniczki. Stała tam mniej więcej piętnastolitrowa beczułka, do połowy wypełniona miałkim,


Strony: