Walka o Meksyk

Autor: Karol May

kopcem kamieni. Usunęli je bez wielkiego trudu. Przez otwór mogło swobodnie przejść kilka osób naraz.
— A gdyby tak wprowadzić tędy owych dwustu żołnierzy — rzekł Kurt do Sternaua po niemiecku, nie chcąc, aby Manfredo zrozumiał ~ o których mówił Arrastro?
Odeszli na bok, aby swobodnie porozmawiać.
— Gdzie miał na nich czekać Manfredo? — spytał Sternau.
— U podnóża góry przy drodze do klasztoru. Co robić, wuju Karolu, aby temu przeszkodzić? To przecież nasz obowiązek wobec Juareza, a także cesarza.
— No i wobec obywateli miasteczka. Żołnierze, których się spodziewamy, to bez wątpienia zbóje i rabusie najgorszego autoramentu.
— A więc co radzisz? Czy wtajemniczać mieszkańców. A jeśli ktoś zdradzi?
— Niestety, ze zdradą należy się liczyć. Musimy więc oprzeć się tylko na własnych siłach. Powitasz żołnierzy zamiast Manfreda?
— Oczywiście.
— Są zapewne przekonani, że wjadą do klasztoru przez główną bramę…
— Powiem im, że niestety to niemożliwe, bo Juarez widać się czegoś dowiedział i wysłał do klasztoru niewielki oddział


Strony: