Walka o Meksyk

Autor: Karol May

przechowuje?
— W specjalnej skrytce w pewnej celi.
— Wskaż nam ją! Póki co — dodał Kurt, sięgając do kieszeni Manfreda — zabiorę instrukcje, które poczciwy bratanek zacnego stryja dostał dziś od grubasa. A teraz wstawaj, łotrze! Idziemy do Cortejów i Landoli.
Sternau rozluźnił nieco więzy, tak że Manfredo mógł się poruszać. Sępi Dziób i Grandeprise nie spuszczali go z oczu.
Kiedy zatrzymali się przed celą, wskazaną przez Manfreda, Kurt otworzył drzwi. Światło latarki rozjaśniło nieco ciemne pomieszczenie. W głębi lochu, pod ścianą, zobaczyli cztery skulone postacie.
— Czy przyszedłeś, by nas wreszcie wypuścić, plugawcze? — rozległ się ochrypły głos Gasparina Corteja.
— Ciebie wypuścić, kanalio?! — zawołał Grandeprise podchodząc do niego z latarką.
Cortejo wlepił w niego wzrok.
— Grandeprise! — jęknął przerażony.
— Tak, to ja. Wreszcie mam i ciebie, i twojego braciszka, i mojego najdroższego przyrodniego brata! Tym razem nie wyprowadzicie mnie w pole, nie wystrychniecie na dudka!
— Jak się pan tu dostał? — zapytał Gasparino. —


Strony: