Walka o Meksyk

Autor: Karol May

lekarz z tutejszego szpitala — porucznik przedstawił go zebranym. — Jak pan widzi, panie doktorze, naprawdę potrzebujemy pańskiej fachowej pomocy. Przede wszystkim większego pomieszczenia, jedzenia i opieki nad chorymi — wskazał na nieprzytomnego don Fernanda, leżącego na kanapie.
Doktor, już bez zbędnych słów, zabrał się do roboty. Z pomocą Kurta i traperów przetransportował byłych więźniów Hilaria do czystej szpitalnej sali, kazał pielęgniarzom przygotować im kąpiel, rozdać odzież. Następnie wszyscy zasiedli do sutej kolacji. W pewnym momencie Sternau podniósł się z krzesła.
— Drodzy przyjaciele — powiedział — myślę, że to nie koniec naszych kłopotów, choć, co najważniejsze, jesteśmy wolni. Czeka nas jeszcze sporo do zrobienia. Czuję się już znakomicie, więc pozwólcie, że opuszczę was z Kurtem.
Bawole Czoło i Niedźwiedzie Serce, choć bardzo osłabieni, chcieli iść razem z doktorem, na jego prośbę pozostali jednak w szpitalu. Grandeprise i Sępi Dziób nie dali się na to namówić.
— Jesteśmy zdrowi — mówili chórem — i na pewno wam się przydamy.
Zaopatrzywszy się w


Strony: