Walka o Meksyk

Autor: Karol May

tu jeszcze będzie działo, a oni nie mają broni. Wuju Karolu, czy myślisz, że mieszkańcy klasztoru, poza oczywiście Manfredem, są sprzymierzeńcami Hilaria?
— Nie sądzę.
— Muszę się o tym jak najszybciej przekonać — nie zważając na prośby towarzyszy, by choć jednego wziął ze sobą, wybiegł ze świecą w ręku.
Po chwili zszedł po schodach na główny dziedziniec. W nikłym blasku łojówki dostrzegł przejście na drugie podwórze. W jednym z okien w suterenie świeciło się. Kiedy tam wszedł, zobaczył na uchylonych drzwiach izby napis: „Pokój meldunkowy”. Bez pukania wślizgnął się do środka.
Jakiś człowiek, zapewne dyżurny, zerwał się z krzesła i zawołał:
— Czego pan chce? Jak się pan tu dostał?
— Spokojnie, dlaczego się pan denerwuje? Nie przychodzę w złych zamiarach. Proszę mi tylko powiedzieć, kto podczas nieobecności Hilaria, a wiem, że nie ma go w klasztorze, opiekuje się chorymi?
— Jeden z dwóch pozostałych lekarzy.
— Który z nich ma dzisiaj dyżur?
— Senior Manucio.
— Niech go pan zbudzi natychmiast!
— Wolno mi budzić


Strony: