Walka o Meksyk

Autor: Karol May

porucznik z trudem hamował wzruszenie. Przyjrzał się dokładnie brodatym twarzom i podszedł do kapitana Ungera. Ujął jego dłonie i spytał: Czy starczy ci sił do wysłuchania prawdy?
— Tak.
Kurt rzucił mu się na szyję i wykrzyknął radośnie:
— Ojcze drogi, kochany ojcze!
Kapitan oniemiał z wrażenia. Początkowo biernie przyjmował pocałunki i uściskał syna i dopiero po chwili, gdy zrozumiał, że to nie sen, zaczął mu je odwzajemniać, ale słowa nie mógł wykrztusić. Inni też milczeli.
— Kurt? Kurt Unger?
— Tak, wuju Karolu, to ja! Niechże i ciebie uściskam!
— Mój Boże, co za szczęście! — zawołał doktor. — Potem nam opowiesz, jakim cudem wpadłeś na nasz ślad i jak ci się udało nas uratować. Teraz tylko jedno pytanie: co w Reinswalden?
— Wszyscy żyją i są zdrowi.
Sternau, zawsze tak opanowany, sprawiający wrażenie zimnego i nie poddającego się emocjom człowieka, padł na kolana i zaczął się głośno modlić:
— Dzięki ci, wielki Boże, żeś znowu nas uratował. Jeżelibym o tym kiedykolwiek zapomniał, odtrąć mnie, gdy martwą ręką będę


Strony: