Walka o Meksyk

Autor: Karol May

kluczyk. Kiedy uwolnił ich z więzów, chcieli go uściskać ze szczęścia.
— Zaczekajcie z podziękowaniami. Przyjdzie na to pora. Czy są tu gdzieś jeszcze inni więźniowie?
— Nie. Wszystkich nas zamknięto w tej jednej celi — znów odpowiedział Sternau.
— Mnie się zaś wydaje, że muszą tu być również obaj bracia Cortejowie, Josefa i Landola.
— Czyżby? Ale jeśli tak, to chwała Bogu!
— Sprawdzę to później. A teraz chodźmy już na górę! Odebrał Manfredowi wszystkie klucze i latarkę, przeniósł go w najdalszy kąt i tam rzucił jak tłumok. Wyprowadził wszystkich na korytarz, zaryglował drzwi celi i ruszył na czele gromadki. Szli wolno, niektórzy bowiem, osłabieni i wyczerpani, słaniali się na nogach.
Kiedy znaleźli się na początku długiego korytarza, prowadzącego już na schody. Kurt przystanął, zapalił świecę, którą wziął z pokoju Hilaria i umocował ją na belce. W jej blasku i w świetle latarki mógł już rozpoznać poszczególne osoby. Sternau wziął go za rękę i poprosił:
— Możemy tu odpocząć, senior? Powiedz nam wreszcie, kim jesteś?!
— Dobrze —


Strony: