Walka o Meksyk
Autor: Karol May
Gerardem i będziemy czekać na sygnał od pana.
— Możemy więc być spokojni — upewniał się Gerard — że seniorowi Ungerowi nic złego się nie stanie?
— Tak. Musi tylko zaskoczyć doktora. Nie rozpytywać nikogo na podwórzu, lecz iść prosto do jego mieszkania. Resztę zaplanujemy na miejscu. Gdyby Kurtowi groziło niebezpieczeństwo, zawezwie nas umówionym sygnałem. No, chodźmy!
Wziąwszy broń, opuścili ventę i ruszyli na wzgórze klasztorne.
Z daleka dobiegło ich dudnienie powozu; po chwili minął ich i znikł za zakrętem. Skąd mogli wiedzieć, że siedzi w nim człowiek, którego szukali?
Kiedy doszli do klasztoru, Grandeprise wskazał oświetlone okna pokoju Hilaria.
Brania była otwarta, bez przeszkód więc dostali się na dziedziniec. Kurt szybko go przebiegł i cicho wszedł do sieni, jego towarzysze zaś ukryli się, jak było umówione, pod oknem. W pewnym momencie usłyszeli zbliżające się kroki. Jakiś niski, gruby jegomość przeszedł tuż koło nich i na środku podwórza spotkał się z drugim, wyższym i szczuplejszym. Byli to — jak można się domyślać — Arrastro i Manfredo. Przywitali
— Możemy więc być spokojni — upewniał się Gerard — że seniorowi Ungerowi nic złego się nie stanie?
— Tak. Musi tylko zaskoczyć doktora. Nie rozpytywać nikogo na podwórzu, lecz iść prosto do jego mieszkania. Resztę zaplanujemy na miejscu. Gdyby Kurtowi groziło niebezpieczeństwo, zawezwie nas umówionym sygnałem. No, chodźmy!
Wziąwszy broń, opuścili ventę i ruszyli na wzgórze klasztorne.
Z daleka dobiegło ich dudnienie powozu; po chwili minął ich i znikł za zakrętem. Skąd mogli wiedzieć, że siedzi w nim człowiek, którego szukali?
Kiedy doszli do klasztoru, Grandeprise wskazał oświetlone okna pokoju Hilaria.
Brania była otwarta, bez przeszkód więc dostali się na dziedziniec. Kurt szybko go przebiegł i cicho wszedł do sieni, jego towarzysze zaś ukryli się, jak było umówione, pod oknem. W pewnym momencie usłyszeli zbliżające się kroki. Jakiś niski, gruby jegomość przeszedł tuż koło nich i na środku podwórza spotkał się z drugim, wyższym i szczuplejszym. Byli to — jak można się domyślać — Arrastro i Manfredo. Przywitali
Strony:
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
- 6
- 7
- 8
- 9
- 10
- 11
- 12
- 13
- 14
- 15
- 16
- 17
- 18
- 19
- 20
- 21
- 22
- 23
- 24
- 25
- 26
- 27
- 28
- 29
- 30
- 31
- 32
- 33
- 34
- 35
- 36
- 37
- 38
- 39
- 40
- 41
- 42
- 43
- 44
- 45
- 46
- 47
- 48
- 49
- 50
- 51
- 52
- 53
- 54
- 55
- 56
- 57
- 58
- 59
- 60
- 61
- 62
- 63
- 64
- 65
- 66
- 67
- 68
- 69
- 70
- 71
- 72
- 73
- 74
- 75
- 76
- 77
- 78
- 79
- 80
- 81
- 82
- 83
- 84
- 85
- 86
- 87
- 88
- 89
- 90
- 91
- 92
- 93
- 94
- 95
- 96
- 97
- 98
- 99
- 100
- 101
- 102
- 103
- 104
- 105
- 106
- 107
- 108
- 109
- 110
- 111
- 112
- 113
- 114
- 115
- 116
- 117
- 118
- 119
- 120
- 121
- 122
- 123
- 124
- 125
- 126
- 127
- 128
- 129
- 130
- 131
- 132
- 133
- 134
- 135
- 136
- 137
- 138
- 139
- 140
- 141
- 142
- 143
- 144
- 145
- 146
- 147
- 148
- 149
- 150
- 151
- 152
- 153
- 154