Walka o Meksyk

Autor: Karol May

naprzód. Choć światło latarki było nikłe, nie miał wątpliwości. — To rzeczywiście on! I to jego spoliczkowałem tyle razy.
Sępi Dziób zaczął się przyglądać przeciwnikowi.
— Do stu tysięcy bomb i kartaczy! — ryknął. — Chyba diabeł mnie opętał! To przecież niemożliwe, abym w ciebie walił jak w bęben?! Skąd się tu wziąłeś, Gerardzie?
— Z hacjendy del Erina. A ty?
— Ze stolicy.
Młody człowiek, wyraźnie rozbawiony, wmieszał się do rozmowy.
— To panowie się znają? Niech mi więc będzie wolno zapytać, kim jest ten senior — wskazał na Czarnego Gerarda — i dlaczego, panowie, wybraliście tak oryginalną formę przywitania?
— O, to nic niezwykłego — odparł Sępi Dziób. — Gerard chciał wyjść z pokoju w chwili, gdy szedłem przez korytarz. Uderzył mnie drzwiami w nos. Dałem mu w gębę. On nie został dłużny. I tak zaczęła się ta zabawa w policzkowanie. Jak siebie i jego znam, trwałaby zapewne długo, gdyby nie pojawił się pan z latarką, senior Kurt. Może jednak już w pokoju przedstawię panów.
Wziął Gerarda pod rękę i weszli do pomieszczenia


Strony: