Walka o Meksyk

Autor: Karol May

grubego Arrastra, wspólnika czy raczej zwierzchnika doktora.
— Doktor Hilario w domu? — zapytał Arrastro z chytrym uśmieszkiem.
— Nie. Ach, to pan?
— Stryj wyjechał?
— Przed chwilą.
— Do licha! Dlaczego tak późno?
— Nie mógł prędzej. Przypuszcza jednak, że zdąży na czas.
— Można wejść do jego gabinetu?
— Oczywiście. Przecież tu mieszkam podczas nieobecności stryja.
— Chodźmy więc, ale tak, aby nas nikt nie widział. Chcę z tobą porozmawiać o pewnej ważnej sprawie.
Tymczasem Czarny Gerard i jego towarzysze dotarli do Santa Jaga. Zatrzymali się w najlepszej vencie. Gerard przekąsił coś naprędce i postanowił zasięgnąć na mieście języka o klasztorze. Wychodząc z pokoju po ciemku, bo zgasił świecę łojową, potrącił niechcący jakiegoś człowieka na nie oświetlonym korytarzu.
— Ali devils! — syknął poszkodowany.
— Nie moja wina — stwierdził lakonicznie Gerard. — Należy uważać.
— Co? Uważać? Do licha! — wrzasnął tamten i wymierzył Gerardowi policzek tak siarczysty, że traper, choć nie ułomek, aż zachwiał


Strony: