Walka o Meksyk

Autor: Karol May

Gerard wchodził do sieni piętrowego domu. Drzwi od pokoju na lewo były otwarte. Starszy mężczyzna leżał w hamaku i palił fajkę.
— Pan jest właścicielem, senior Marques? — zapytał Gerard, kłaniając się uprzejmie.
— Tak.
— Czy wczoraj sprzedał pan konia? Gospodarz zerwał się z hamaka.
— Nie! Ale mój kasztanek gdzieś przepadł. Szukamy go od rana.
— A może go skradziono?
— Bardzo prawdopodobne.
— Czy to rączy koń?
— Najwspanialszy jakiego mam.
— Do kroćset! Ścigam pewnego łotra. Byłem pewien, że dziś rano go dopadnę, bo jechał na byle jakim bułanku. Tymczasem zabrał panu kasztana i…
— Niech to wszyscy diabli!
— Czy pański koń ma jakieś znaki szczególne?
— Tak. Prawą połowę pyska jednolicie białą.
— Dziękuję. Niedaleko stąd znajdzie pan zapewne bułanka, którego złodziej „podarował” panu za kasztana. Bądź zdrów, senior! Nie mam chwili do stracenia.
Pospiesznie opuścił dom i wskoczywszy na konia, ruszył galopem. Wkrótce spotkał vaquerów.
— Musimy pędzić, ile sił starczy — oświadczył.


Strony: