Walka o Meksyk

Autor: Karol May

jeźdźca…
— Uważa pan, że nie będzie można jej odtworzyć? — Gerard uśmiechnął się wyrozumiale. — Pojechał przecież na lewo, musiał minąć potok. Tam z pewnością znajdziemy wyraźne odbicie podkowy.
Poszli ku potokowi; istotnie było tak, jak myślał Gerard. Na miękkiej ziemi zobaczyli wyraźne ślady.
— Nareszcie! — ucieszył się Gerard odrysowując ślad podkowy. Teraz mam wszystko. Muszę natychmiast ruszać w drogę.
Wrócił do domu po broń. Po chwili weszła do pokoju Rezedilla, by się pożegnać. Uścisnąwszy ją gorąco, opuścił hacjendę w towarzystwie vaquerów.
Jechali przez cały dzień galopem. Zatrzymali się dopiero z nastaniem nocy, gdy zapanowały całkowite ciemności.
— Przenocujemy tutaj — postanowił Gerard, zeskakując z konia obok kępy niskich krzewów.
— Czy nic nam nie grozi? — zaniepokoił się jeden z vaquerów. — Niedaleko stąd jest posiadłość seniora Marquesa. Coś mi się wydaje, że ten człowiek tam właśnie się schronił.
— Czyżby? Morderca, wracający z miejsca zbrodni, unika obcych. Dla własnego bezpieczeństwa nie chce nikomu


Strony: