Walka o Meksyk

Autor: Karol May

poszukiwania.
Gdy zaczęło świtać, domownicy i służba zebrali się na dziedzińcu. Gerard dokładnie odrysował na papierze pozostawiony w wilgotnej ziemi ślad stopy. Potem zaprowadził przyjaciół na miejsce, gdzie w nocy usłyszał parskanie konia i tętent kopyt.
Poszukiwania trwały niedługo. Po chwili wskazał na wydeptaną trawę w pobliżu wielkiego kaktusa i rzekł:
— Do tego krzewu uwiązany był koń, więc sprawca musiał mieć przy sobie lasso. Przyjrzyjcie się teraz kaktusowi.
Obejrzeli go dokładnie. Arbellez nie zauważył niczego szczególnego. Pozostali też nie.
— No tak — uśmiechnął się Gerard. — Myśliwy widzi więcej niż hecjendero lub vaquero. Co to jest, seniores?
Rozsunął nieco liście kaktusa.
— Włos z końskiego ogona.
— Jakiego koloru?
— Carnego. Zdaje mi się jednak, że nie jest to włos karosza.
— Istotnie. Odcień wskazuje na ciemną maść bułanka.
— Szkoda — powiedział Arbellez z ubolewaniem. — Bułanych koni jest przecież wiele. Nie tak łatwo będzie odnaleźć właściciela. Gdybyśmy mieli chociaż ślad podkowy tak jak buta


Strony: