Walka o Meksyk

Autor: Karol May

wahania Maria Hermoyes.
— Chyba ma pani rację — przytaknął jej Czarny Gerard. — Złapiemy łotra i wszystko nam wyśpiewa.
— A jeżeli nie?
— Phi! — Gerard lekceważąco machnął ręką. — Nie chciałbym być w skórze tego drania! My, ludzie prerii, mamy swoje sposoby, aby najtwardszych zmusić do gadania.
— Naprawdę przypuszcza pan, że uda się ująć tego człowieka? Przecież miał dość czasu, żeby oddalić się w bezpieczne miejsce.
— Czas, czasem, ale odjechał na tym samym koniu, na którym przybył do hacjendy. Zwierzę jest na pewno zmęczone. Mam zaś nadzieję, że ja i dwaj vaquerzy otrzymamy wypoczęte wierzchowce.
— Najlepsze, jakie stoją w stajni! Ale i one na nic się nie zdadzą, jeśli, wbrew pana przypuszczeniom, niedoszły zbrodniarz jest już w domu.
Gerard pokiwał głową.
— Oj, senior, senior! Obcowanie z ludźmi prerii niewiele pana nauczyło. Powinien senior wiedzieć, że rzadko kiedy udaje się tak naprawdę zbiec komuś, kto pozostawia po sobie ślady. W każdym razie spać się nie położę, dopóki nie przygotuję się do jazdy, a z nastaniem dnia ruszam na


Strony: