W Hararze

Autor: Karol May

Strzelajcie do tych niewiernych!
Arabowie skierowali lufy strzelb ku pokładowi. Padła salwa. Kule uderzyły o burty i w maszty, nikogo jednak nie trafiły.
— Czy mamy odpowiedzieć? — zapytał sternik.
— Tak — odparł kapitan. — Ale nie strzelajcie do tych łotrów, byliby zgubieni. Wyślijcie kilka pocisków w kierunku domu emira, on jest sprawcą wszystkiego, niech więc ponosi konsekwencje.
Sternik podszedł do jednej z armat, wycelował, dał ognia. Trafił. Arabowie w łodziach zaczęli wrzeszczeć i znowu strzelili. I tym razem statek niewiele ucierpiał.
Po czwartym pocisku z „Syreny” w ścianie domu emira ukazała się wielka dziura. W miasteczku słychać było lament. Karawany, które porozbijały namioty za murami, zaczęły w panice cofać się na pewniejsze pozycje. Otwarto bramę, wyszedł przez nią jakiś człowiek i dał znak ręką. Na ten sygnał łodzie Arabów w szybkim tempie zaczęły odpływać z powrotem.
— Czy posłać im kulkę? — zapytał sternik, dumny ze swych artyleryjskich sukcesów. Podnieciła go walka, palił się do dalszych prób zręczności.
— Nie. Im nie. Ale czy


Strony: