W Hararze

Autor: Karol May

ludzi. Wsiedli do łodzi i zaczęli płynąć ku brygowi. Mieli strzelby, dzidy, jatagany. W pierwszej łódce siedział jeden człowiek, zapewne komendant, reszta trzymała się w pewnej odległości za nim.
— Czy to ty więzisz naszych towarzyszy? — zawołał.
— Tak — przytaknął kapitan.
— Wydaj ich!
— Kim jesteś?
— Dowódcą tutejszych wojsk.
— Nie mam ochoty do pertraktowania z tobą. Będę mówić tylko z emirem, jak to już zresztą oświadczyłem.
— Wsiądź do naszej łodzi, zawiozę cię do niego.
— Jeżeli chce, bym uwolnił jego ludzi, niech przybędzie do mnie.
— Jeśli ich nie wydajesz, zabierzemy siłą. Ty zostaniesz naszym jeńcem, a twój statek przejdzie na naszą własność. To rozkaz emira.
— Powiedziałem ci już, że tylko z nim będę mówić. Atak potrafię odeprzeć.
Dowódca dalej groził. Bezskutecznie. Kazał więc swoim ludziom, by przybili do jego łodzi i zaczęli się naradzać.
Wreszcie zbliżył się jeszcze bardziej i znowu zawołał:
— Czy wydasz jeńców? Kapitan milczał.
— W takim razie weźmiemy ich sami.


Strony: