W Hararze

Autor: Karol May

miastu.
Tłumacz rzekł do kapitana:
— Prowadzisz niebezpieczną grę. Emir to potęga. Po tym oświadczeniu z pewnością będzie cię uważał za wroga.
— Niech spróbuje!
Kapitan rozkazał marynarzom być w gotowości bojowej, a także zarzucić wokół statku sieci z drutu, które uniemożliwiłyby dostęp do burt.
Bryg zaopatrzony był w ten typ kotwicy, który można podnieść bardzo szybko. Wszystkie łodzie umocowano po bokach. Załoga czuwała w pogotowiu, aby — gdy zajdzie potrzeba — podnieść żagle i jak najprędzej odpłynąć.
Dom, w którym mieszkał emir, widoczny był z daleka. Kapitan poprosił tłumacza, który znał Zejlę, by mu go wskazał. W razie czego miało on być celem pocisków. Kapitan nie wiedział, ile w miasteczku jest armat poza tą, ustawioną na plaży, która odpowiedziała na powitalną salwę „Syreny”. Obcych okrętów nie zauważył. W zatoce stało zaledwie dziesięć małych jednostek, podobnych do tej, z którą wczoraj tak łatwo się rozprawił.
Dłuższy czas nic się nie działo. Wreszcie pojawił się na wybrzeżu uzbrojony oddział składający się z około trzydziestu


Strony: