W Hararze

Autor: Karol May

potrzebni. Gdyby nam groziło niebezpieczeństwo i tak nie byliby w stanie nas obronić.
— Och, to ludzie bardzo odważni.
— Jestem przeciwnego zdania. Są bardzo zuchwali, lekkomyślni, przynieśliby nam więcej szkody niż korzyści.
— Skąd wiesz? Powiedziałeś, że nigdy jeszcze tutaj nie byłeś.
— Przekonasz się wkrótce.
Komendanta portu ugoszczono i dano mu podarek, który zdaje się, zadowolił go. Po pewnym czasie wrócili do miasta.
Kapitan polecił, by przyprowadzono jednego z jeńców.
— Przybyliśmy do Zejli — powiedział przez tłumacza. — Zwracam ci wolność, ale pod warunkiem, że pójdziesz do emira i powiesz, co zaszło. Niechaj sam tu przybędzie, by pomówić ze mną o losie twych towarzyszy. Przekaż mu, że jestem człowiekiem spokojnym, gotowym porozumieć się z nim. Jeżeli jednak stanie się inaczej, zabiorę jeńców i ukarzę jak najsurowiej.
Jeniec nie odpowiedział, ale z jego oczu można było wyczytać, że nie wróży kapitanowi przychylności emira. Wyszedł na pokład i zsunął się do łodzi, w której Arabowie przywieźli wczoraj linę. Po chwili płynął wolno ku


Strony: