W Hararze

Autor: Karol May

które przybywały tu z głębi kraju. Takie właśnie obozowisko ludzi, wielbłądów i koni ujrzano z pokładu „Syreny” za murami miasta. Kapitan zacierał ręce z radości na myśl o dobrych interesach.
Kiedy zarzucili kotwicę, do okrętu zbliżyła się łódź. Wysiadł z niej jakiś Arab i z dostojną miną wszedł na pokład. Był to komendant portu. Domagał się dokumentów okrętowych. Po zapoznaniu się z nimi — mówił — emir zdecyduje, czy załoga okrętu może wyjść na ląd. Zapytał też, skąd statek przybywa, jaki wiezie ładunek i czy spotkano okręt wiozący zbiegłych niewolników. Kapitan udzielił informacji i wręczył papiery, nie wspominając słowem, że pod pokładem ma jeńców. Komendant oddalił się, niczego nie podejrzewając. Wrócił po kilku godzinach z meldunkiem, że emir zgodził się, by statek pozostał na kotwicy i rozpoczął handel. W zamian żąda jedynie zapłacenia podatku i cennego podarku.
— Emir — dodał na koniec — przyśle wam kilku żołnierzy, aby was chronili przed ewentualnym niebezpieczeństwem. Żołnierzom tym będziecie płacić żołd i zapewnicie utrzymanie.
— Nie są nam


Strony: