W Hararze

Autor: Karol May

zwrócił się do kapitana. — Emir naprawdę pociągnie cię do odpowiedzialności.
— Mylisz się. To ja pociągnę go do odpowiedzialności za to, że sługi jego działały wbrew prawu i obraziły mnie.
— Gdyby cię nawet nie ukarał i tak poniesiesz wielkie straty. Zabroni ci handlować i sprzedawać towary.
— Zobaczymy. Jeśli się na to poważy, znajdę sposób, by sobie je powetować.
Zejla leżała nad niskim brzegiem. Nie miała portu, statki i okręty musiały przybijać do pomostu. Z powodu skalistego wybrzeża zacumowanie nie było rzeczą łatwą. Bryg przybył tam nocą. Na zakotwiczenie czekał do rana. Wtedy dopiero przywitał miasto strzałami armatnimi.
Miasto widziane z morza, nie robiło imponującego wrażenia. Wręcz odwrotnie. Liczyło cztery tysiące mieszkańców. Wśród kilkuset prymitywnych chat wznosiło się zaledwie dwanaście dużych, kamiennych, pięknie wybielonych domów. Na murach, zbudowanych z odłamków korali i mułu, nie było ani strzelnic na lufy armatnie, ani armat; zniszczone przez czas, pozapadały się miejscami. Miasto mimo wszystko było punktem zbornym i celem podróży wielu karawan,


Strony: