W Hararze

Autor: Karol May

że robię to, co mi się podoba. Może okręt twój da się uratować, ale niebezpieczeństwo grozi mojemu, dopóki będzie sprzęgnięty z twoim. Muszę więc przede wszystkim dbać o własny interes.
Ujął siekierę i przeciął linę, pozostawiając statek arabski własnemu losowi. Arab krzyknął z pianą na ustach:
— Jak śmiesz, psie? Poświęcasz mój okręt! Gdybym miał przy sobie strzelbę, zabiłbym cię jak szakala. Mój nóż pokaże ci, kto tu jest panem!
Wyciągnął nóż zza pasa, ale w tejże chwili kapitan powalił go na ziemię potężnym uderzeniem pięści. Gdy to ujrzeli Arabowie, chcieli przyjść z pomocą przywódcy, lecz tłumacz zawołał do nich:
— Na proroka, bądźcie spokojni, inaczej zginiecie od armat, które są na was skierowane. Ten człowiek jest panem statku. Każdy jego rozkaz jest święty. Życie wasze leży w jego ręku.
Dopiero teraz zrozumieli swe położenie i zrezygnowali z wszelkiego oporu. Zabrawszy im broń, wpakowano ich pod pokład razem z trzema towarzyszami, którzy dotychczas przywiązani byli do masztu. Pilnował ich jeden marynarz.
— Masz diabelską odwagę — tłumacz


Strony: