W Hararze

Autor: Karol May

na pokład.
— Czy naprawdę jesteście takimi głupcami? Dlaczego nie przetniecie liny? — pytał kapitan.
Nic to nie pomogło. Statek tonął. Załogę ogarnęła panika. Zaczęto skakać do wody i płynąć w kierunku brygu.
— Rzućcie im sznury, niech się po nich wdrapują! — rozkazał kapitan. — Zaczęli komedię, niech więc grają ją do końca. Umieśćcie ich na przednim pokładzie i skierujcie na nich działa.
Gdy wszyscy Arabowie znaleźli się na pokładzie, tłumacz polecił im zająć miejsce na przedzie. Usłuchali z wyjątkiem dowódcy, który podszedł do kapitana i zapytał:
— Czy jesteś komendantem tego statku?
— Tak.
— W takim razie uważam cię za mojego jeńca. Gdy przybędziemy do Zejli, ukarzę cię surowo.
Kapitan popatrzył szyderczo w ciemną, chudą twarz Araba i rzekł:
— Nie bądź śmieszny! Płynę wprawdzie do Zejli, lecz ochrania mnie bandera i nie poniosę żadnych konsekwencji.
— Ach, płyniesz do Zejli?! Odpowiesz nam za to, co się stało. Lecz najpierw musisz uratować mój statek.
— Widzę, że jesteś niepoprawny. Będę musiał ci dowieść,


Strony: