W Hararze

Autor: Karol May

Zatrzymajcie się, łotry! — krzyknął przywódca. — Czy nie widzicie, że utoniemy, jeżeli nas nie usłuchacie?
— Mnie jest to obojętne, czy zatoniecie czy nie. Przetnijcie linę, jeżeli chcecie się ratować.
— Nie wolno mi tego uczynić. Lina należy do emira.
— W takim razie pijcie morską wodę za jego pomyślność.
— Przecież my możemy przeciąć linę — odezwał się sternik.
— Ani mi to w głowie! — kapitan był nieugięty. — Dałem im nauczkę i palcem nie kiwnę, aby ich ratować. Pierwszy raz jestem w tych stronach, ale wiele słyszałem o ich mieszkańcach. To niewolnicy i lokaje, pachołki drobnych władców i urzędników, a wyobrażają sobie, że są Bóg wie kim. Każdego, kto inaczej myśli aniżeli oni, uważają za psa nieczystego. Nie znam ich języka, nie znam zwyczajów, ale oni muszą poznać moje.
— Płyniemy przecież do Ze j li i z pewnością spotkamy się z emirem. Będzie się mścił.
— Niech spróbuje!
W tej samej chwili przeszył powietrze głośny krzyk. Statek arabski przechylił się tak mocno, że omal nie pochłonęła go głębina. Woda już wdarła się


Strony: