W Hararze

Autor: Karol May

zatrzymać się i naprawić nasz statek!
Co za szczyt bezczelności — pomyślał kapitan i odparł chłodno:
— Nie masz mi nic do rozkazywania! Arab wyciągnął nóż.
— Jeżeli w tej chwili nie usłuchasz, dam ci nauczkę. Czy jesteś muzułmaninem?
— Nie, jestem chrześcijaninem.
— Musisz więc mnie słuchać, psie!
— Co takiego?! Psie? Oto moja odpowiedź!
Wymierzył Arabowi tak silny policzek, że tamten padł, wywracając koziołka. Jego towarzysze z nożami w rękach chcieli rzucić się na kapitana, ale uprzedził ich. Potężną, twardą jak stal pięścią uderzył każdego tak skutecznie, że runęli na pokład niezdolni do dalszej walki.
— Chłopcy, przywiążcie tych łotrów do masztu! — rozkazał kapitan. — Nauczymy ich, co to znaczy obrażać kapitana–Europejczyka!
Rozkaz wykonany został szybko i chętnie. Marynarze zabrali Arabom broń i przywiązali ich tak mocno, że nie mogli się ruszyć.
Tymczasem położenie statku arabskiego stawało się coraz groźniejsze. Bryg wlókł go za sobą. Ponieważ pokład był niski, Arabów zaczęła zalewać woda.


Strony: