W Hararze

Autor: Karol May

masz siły ciągnąć!
Jeszcze kilka chwil, a na pewno nastąpiłoby zderzenie. Kapitan sam ujął ster w ręce, by zmienić nieco kierunek.
— Nie staranuję ich, ale dam im dobrą nauczkę — powiedział do swoich. — Hola, chłopcy, uwaga!
Bryg otarł się o statek arabski, który miał bardzo niski pokład. Uderzenie było silne. Arabowie poczuli przedsmak tego, co ich może czekać. Prawa burta brygu ocierała się mocno o lewą statku arabskiego. Lina napięła się mocno i zaczęła go wlec za sobą. Arabowie nie mogli opanować sytuacji. Ich żaglowiec wykręcił się i płynął rufą do przodu.
Na pokładzie „Syreny” rozległ się śmiech, na pokładzie „araba” ryk wściekłości, bo miał pozrywane żagle, a liny porwane w strzępy; w każdej chwili groziło mu zatonięcie. Dowódca klął i wrzeszczał, jego ludzie zawodzili rozpaczliwie. Zamiast odciąć linę, na której byli przywiązani do brygu, i oswobodzić się, znów dali salwę karabinową, która jednak żadnej szkody nie wyrządziła Niemcom.
Do kapitana „Syreny” podszedł jeden z trzech Arabów i kazał powiedzieć przez tłumacza:
— Rozkazuję ci


Strony: