W Hararze

Autor: Karol May

buńczucznie.
— A to półgłówki! — zaśmiał się sternik, kiedy dali sygnał, że ich statek może ruszać. — Przecież ta lina za słaba, aby nas mogli ciągnąć na niej! Pęknie, ani chybi.
— Oczywiście — potwierdził kapitan. — Ale jest wystarczająco silna, abyśmy my mogli ich ciągnąć.
Statek arabski zwrócił się na południe. Wiatr zaczął dąć. Lina napięła się mocno; w każdej chwili można się było spodziewać, że pęknie. Kapitan brygu rozkazał:
— Hola, podnieść żagle! Musimy im pomóc.
W kilka minut później bryg płynął już pełną szybkością, znacznie szybciej niż statek arabski, musiał więc na niego najechać. Niemiec zwrócił się przez tłumacza do obecnych na pokładzie trzech Arabów:
— Powiedzcie swoim, aby prędko żeglowali, bo inaczej ich potopię!
Pokiwali przecząco głowami! Nie mieli odwagi przekazywać tego przywódcy. On tymczasem, widząc grożące niebezpieczeństwo, zawołał:
— Płyńcie wolniej, łotry! Czy chcecie nas rozwalić?!
— Płyń sam szybciej, ośle! — krzyknął kapitan. — Nie zabieraj się do statków, których nie


Strony: