W Hararze
Autor: Karol May
tobie podejrzenia?
— Szukamy jeńców, którzy uciekli z Hararu. Twój opór już starczy za dowód, że zbiegowie ukryli się na „Syrenie”.
— Nie ma ich tutaj. Jakim zresztą sposobem mogliby się tu dostać? Przybywam z Północy i nie byłem jeszcze na waszym wybrzeżu.
— Nie wierzę ci. Przymocuję twój statek do swego za pomocą liny i dostawię do Zejli. Niech go przeszuka gubernator.
Była to jawna groźba.
— Mam wrażenie — powiedział kapitan — że Bóg ci pomieszał rozum. Chcesz mnie zmusić, abym przyjął twoją linę na pokład? Śmieję się z tego.
— Śmiej się, śmiej. Śmiech ten zmieni się wkrótce w płacz. Rozkazuję ci, byś wpuścił moich ludzi, którzy przyniosą linę.
Kapitan zaczął się namyślać. Jak każdy europejski marynarz był amatorem dobrych konceptów. Teraz nadarza się po temu sposobność. Dlatego rzekł po chwili:
— Dobrze, zgadzam się, aby twoi ludzie weszli na pokład i wzięli mój okręt na linę.
Na rozkaz przywódcy trzech Arabów wsiadło do szalupy. Po chwili dotarli do brygu i umocowali linę na dziobie. Zachowywali się przy tym bardzo
— Szukamy jeńców, którzy uciekli z Hararu. Twój opór już starczy za dowód, że zbiegowie ukryli się na „Syrenie”.
— Nie ma ich tutaj. Jakim zresztą sposobem mogliby się tu dostać? Przybywam z Północy i nie byłem jeszcze na waszym wybrzeżu.
— Nie wierzę ci. Przymocuję twój statek do swego za pomocą liny i dostawię do Zejli. Niech go przeszuka gubernator.
Była to jawna groźba.
— Mam wrażenie — powiedział kapitan — że Bóg ci pomieszał rozum. Chcesz mnie zmusić, abym przyjął twoją linę na pokład? Śmieję się z tego.
— Śmiej się, śmiej. Śmiech ten zmieni się wkrótce w płacz. Rozkazuję ci, byś wpuścił moich ludzi, którzy przyniosą linę.
Kapitan zaczął się namyślać. Jak każdy europejski marynarz był amatorem dobrych konceptów. Teraz nadarza się po temu sposobność. Dlatego rzekł po chwili:
— Dobrze, zgadzam się, aby twoi ludzie weszli na pokład i wzięli mój okręt na linę.
Na rozkaz przywódcy trzech Arabów wsiadło do szalupy. Po chwili dotarli do brygu i umocowali linę na dziobie. Zachowywali się przy tym bardzo
Strony:
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
- 6
- 7
- 8
- 9
- 10
- 11
- 12
- 13
- 14
- 15
- 16
- 17
- 18
- 19
- 20
- 21
- 22
- 23
- 24
- 25
- 26
- 27
- 28
- 29
- 30
- 31
- 32
- 33
- 34
- 35
- 36
- 37
- 38
- 39
- 40
- 41
- 42
- 43
- 44
- 45
- 46
- 47
- 48
- 49
- 50
- 51
- 52
- 53
- 54
- 55
- 56
- 57
- 58
- 59
- 60
- 61
- 62
- 63
- 64
- 65
- 66
- 67
- 68
- 69
- 70
- 71
- 72
- 73
- 74
- 75
- 76
- 77
- 78
- 79
- 80
- 81
- 82
- 83
- 84
- 85
- 86
- 87
- 88
- 89
- 90
- 91
- 92
- 93
- 94
- 95
- 96
- 97
- 98
- 99
- 100
- 101
- 102
- 103
- 104
- 105
- 106
- 107
- 108
- 109
- 110
- 111
- 112
- 113
- 114
- 115
- 116
- 117
- 118
- 119
- 120
- 121
- 122
- 123
- 124
- 125
- 126
- 127
- 128
- 129
- 130
- 131
- 132
- 133
- 134
- 135
- 136
- 137
- 138
- 139
- 140
- 141
- 142
- 143
- 144
- 145
- 146
- 147
- 148
- 149
- 150
- 151
- 152
- 153
- 154
- 155
- 156
- 157
- 158
- 159
- 160
- 161
- 162
- 163
- 164
- 165
- 166
- 167
- 168
- 169