W Hararze

Autor: Karol May

/> Statek zmierzał na południe i tam właśnie ukazał się punkcik. Sternik podniósł lunetę i patrzył przez nią uważnie.
— Czegoś podobnego nie widziałem jeszcze nigdy w życiu — powiedział po chwili. — Niech pan spojrzy, kapitanie.
Kapitan wziął lunetę. Kiedy odejmował ją od oczu, rzekł z pogardliwym uśmieszkiem:
— To okręt arabski. Za godzinę dopłyniemy do niego. Marynarze również zauważyli obcą jednostkę i obserwowali ją uważnie. Oba statki zbliżały się do siebie coraz bardziej. Wkrótce można było dojrzeć z brygu nawet gołym—okiem, że statek ma tylko jeden krzywo umocowany maszt, na którym rozwieszono dwa dziwne żagle. Na pokładzie stali ludzie w turbanach i przyglądali się brygowi.
— Czy mam nabić? — zapytał sternik.
— Tak. I przyślijcie mi tłumacza.
Sternik podszedł do jednej z armat i skinął na odzianego w arabski strój człowieka, który siedział na dziobie i palił długą fajkę. Podniósł się wolno i poszedł w kierunku steru. Rzucił okiem na statek i zapytał kapitana:
— Chcecie z nimi mówić?
— Jeżeli to możliwe, tak.
— Czego


Strony: