W Hararze

Autor: Karol May

dobrze uzbrojony musiał być każdy, kto prowadził handel z wyspami. Stykał się bowiem z ludźmi, którzy korzystali z każdej okazji, aby podstępem opanować statek i zawładnąć ładunkiem.
Słońce prażyło. Mimo lekkiego wietrzyku upał tak się dawał we znaki, że załoga leżała pod rozpiętymi żaglami, a sternik kierował statkiem, siedząc w cieniu dywanu rozwieszonego na sznurach. Kapitanowi również było za gorąco w kajucie. Wyszedł na pokład, spojrzał na niebo i podszedł do sternika. Ten chciał wstać, jak wymagały przepisy, ale kapitan wskazał mu ruchem ręki, aby się nie trudził, i usiadł obok niego.
— Diabelski upał! — rzekł lakonicznie.
— Rzeczywiście — przytaknął sternik.
— Lubię Północ, a tymczasem naszemu szefowi wpadła myśl wysłania nas w te strony. Ciekaw jestem, czy zrobimy tu dobre interesy, jak on sobie wyobraża.
— Tłumacz tak przypuszcza.
— To mnie właśnie irytuje, że potrzebny jest tłumacz. Gdyby ktoś z nas znał ten przeklęty język arabski, nie musielibyśmy obawiać się, że ktoś nas oszuka. Ale patrzcie, ktoś płynie ku nam. Kto to może być?

Strony: