W Hararze

Autor: Karol May

służącymi. Przy bramie będę udawał sułtana. Oto klucz. Otworzysz bramę i zamkniesz ją później. To wszystko. Naprzód!
Dosiedli wielbłądów i rozpoczęła się podróż. Dotarli do bramy. Strażnik spał. Somalijczyk zaczął otwierać bramę, zgrzyt klucza w zamku zbudził śpiącego. Podbiegł szybko ze sztabą, oznaką swojej godności. Ponieważ nie miał czasu na zapalenie światła, nie mógł rozpoznać jeźdźców.
— Kim jesteście?! — zawołał. — Hola! Wstrzymajcie się! Bez zezwolenia sułtana nie wolno nikomu opuścić miasta. Zabraniam otwierać!
— Jak śmiesz, psie! — krzyknął hrabia, naśladując głos sułtana. — Czy nie wiesz, że jadę do ojca mojej żony? A może nie znasz swego władcy? Jutro będziesz ziemię gryzł, ty synu szakala!
Strażnik padł na ziemię, nie odważywszy się wykrztusić słowa. Zbiegowie przeszli przez bramę.
Z daleka ujrzeli światła wart karawany handlowej, która jeszcze nie załatwiła wszystkich interesów w Hararze. Hrabia jechał jakiś czas na przedzie, wreszcie zatrzymał się i zsiadł z wielbłąda.
— Chodźcie! Tu niedaleko pasą się wielbłądy


Strony: