W Hararze

Autor: Karol May

których Harar miał pięć. Przy każdym wisiała numerowana płytka metalowa, dobrać więc odpowiedni nie było trudno. Gdy się zbliżyli do szopy, zastali przewodników i Mindrella czekających z niecierpliwością.
— Oto odzież, proch, broń i ołów — rzekł hrabia. — Ubierajcie się szybko. Dywany przeznaczyliśmy dla waszych wielbłądów, które zabieramy z pastwiska. Musimy się śpieszyć!
— Panie — powiedział starszy Somalijczyk — nie wiemy, kim jesteś, ale możesz rozporządzać naszym życiem, należy ono do ciebie. Znamy wszystkie drogi i zaprowadzimy was aż do morza. Nie obawiaj się prześladowców, nie dościgną was. Nie chcemy od ciebie zapłaty, dajesz nam przecież wolność, która jest więcej warta niż srebro i złoto.
— Mówisz jak człowiek, który umie ocenić przysługę. Nie zapłacę, ale dam wam podarek godny twoich słów. A teraz w drogę. Oto wielbłądy; trzy będą nas niosły, czwarty poniesie towary. Młody mój towarzysz nie jest wprawdzie kobietą, ale skoro mamy lektykę, niechaj w niej spocznie. Wyjeżdżamy przez bramę, która prowadzi do Gaffy. Będziecie szli obok nas, jak byście byli naszymi


Strony: